wtorek, 23 października 2012
Rozdział I
Siedziałam i piłam herbatę . Czekałam aż moja przyjaciółka się obudzi . Zastanawiałam się czy mój przyjaciel z dzieciństwa mnie pamięta . Chyba nie . Poznaliśmy się jak miałam 6 lat . Byłam wtedy gruba i brzydka . Nikt się ze mną nie kolegował , tylko on i Marcela . Kochałam go i nie wiem dlaczego się przeprowadził . Nie wiem co się z nim dzieję i co robi . Odłożyłam kubek i wytarłam spływającą po moim policzku gorzką łzę . Zawołałam przyjaciółkę i po kilku minutach zeszła na dół zaspana .
- Czego chcesz ? - powiedziała przeciągając się .
- A może ,, Cześć . Co dziś robimy ? " - zapytałam uśmiechając się przy tym .
- Dobrze wiesz , że rano jestem nie do zniesienia . - wytknęła mi język .
- Współczucie dla Twojego przyszłego męża . - zaśmiałam się , a ona usiadła koło mnie .
- Ahh , mój mąż . - rozmarzyła się .
- Hej , wracaj do mnie ! - krzyknęłam i przytuliłam ją .
Śmiałyśmy się obie . Nagle ona spoważniała , a ja patrzyłam się na nią uważnie . Przyglądała mi się przez kilka chwil po czym się uśmiechnęła . Odwzajemniłam jej uśmiech i patrzyłam się na nią ciągle .
- Co ty ode mnie chcesz kobieto ? ! - krzyknęłam uśmiechając się .
- Zmieniłaś się od czasów przedszkola . Wyładniałaś . - uśmiechnęła się , a ja czułam , że łzy zbierają się w moich oczach . Jak na zawołanie przyszły do głowy wszystkie wspomnienia związane z Louisem . Kochałam go jak przyjaciela . Mogłam mu powiedzieć wszystko . A on ? Odszedł nie żegnając się ze mną . Nie kontrolowałam już łez . Spływały po mnie obficie . Nie było to dla mnie istotne . Chciałam żeby wrócił i był przy mnie . Tego mi było trzeba . Gdzieś w głębi serca czułam do niego urazę , ale chciałam go zobaczyć ten ostatni raz . Przytuliłam się do Marceli i płakałam mocząc jej koszulę . Ona nie przejmowała się tym . Chciała abym była szczęśliwa . Moja przyjaciółka nie pytała mnie dlaczego płaczę , bo doskonale wiedziała , że nic nie powiem . Najbardziej bolała mnie ta cholerna świadomość , że już nigdy nie będzie tak jak dawniej . To boli , nawet nie wiem jak bardzo . Ten ból w sercu jest nie do zniesienia . Przypomniała mi się ta chwila z nim .
Szliśmy śmiejąc się . Uśmiechaliśmy się do siebie i wtedy wiedziałam , że to on będzie moim przyjacielem . Napisaliśmy na piasku ,, Viki i Louis na zawsze przyjaciółmi ,, . Patrzyłam się wtedy na mojego przyjaciela . Powygłupialiśmy się większość czasu spędzonym nad małym jeziorem za łąką . Gdy było już ciemno wracaliśmy do domu . Bałam się wtedy . On poczuł to i przytulił . W jego ramionach czułam się bezpiecznie . Wtedy chciałam aby ta chwila była wieczna . Później chodził cały czas smutny . Nie wiedziałam o co chodziło . Pytałam się go , na marne . Nie chciał powiedzieć . Byłam już przed domem i jak zawsze pobiegłam do okna , aby z nim wieczorem porozmawiać . Nie wiedziałam jak miał na nazwisko . Pragnęłam się dowiedzieć i się go spytać . Zobaczyłam dla moich młodych oczu szok . Wszedł on do auta z walizkami i rodzicami . Wyjechali , nie pożegnał się ze mną . Nigdy już nie będzie tak jak dawniej . Dotarło do mnie .
Zaczęłam płakać coraz bardziej na wspomnienie tej chwili . Po półgodzinnym płakaniu ochłonęłam . Postanowiłam nie martwić się o to . Zależało mi na nim . Nawet teraz . Tylko jest jeden problem . Niektórzy ludzie są niezastąpieni . Odjechał jego problem . Zapomniał o mnie już dawno , teraz moja kolej . Przerwałam moje rozmyślenia , bo potrząsała mną Marcel . Popatrzyłam na nią z miną WTF ? Ona zaśmiała się i przytuliła .
- Z jakiej to okazji ? - powiedziałam .
- Ale co ? - zdziwiła się .
- Przytulas ! - krzyknęłam i przytuliłam ją dwa razy mocniej . Milczeliśmy obydwie . Odlepiłam się od niej i popatrzyłam na nią czerwonymi od łez oczami .
- Obiecaj mi , że chociaż ty będziesz przy mnie cały czas . - szepnęłam .
- Skarbie , ja będę nawet w twojej trumnie . - powiedziała uśmiechając się przy tym .
- Ty zawsze przy mnie ! - krzyknęłam i zaczęliśmy się śmiać .
- Co ty na to , że zrobimy dzisiaj jakiś przypał ? - powiedziała zadzierając śmiesznie nos .
- Ty wiesz co ja na to . - wytknęłam jej język i obie się zaśmiałyśmy .
- Ubieraj się seksownie i idziemy ! - krzyknęła i pobiegliśmy obie do góry . Weszliśmy w biegu do naszej garderoby . Ja ubrałam ten strój , a Marcela ten . Wyglądaliśmy obie obłędnie . Uśmiechnęliśmy się do siebie i zbiegliśmy obie po schodach . Oczywiście , ja ta niezdara musiałam przewalić się na schodach . Nie biegać po schodach w szpilkach - zakodowałam w swojej głowie . Obolała ruszyłam w stronę Marceliny kabrioletu . Uśmiechnęliśmy się obie i wskoczyliśmy do niego . Ja oparłam nogi o szybę i ruszyliśmy . Gdy byliśmy w centrum Londynu moja zwariowana przyjaciółka puściła na całe radio muzykę . Wstałam z mojego miejsca i zaczęłam tańczyć . Patrzyli się na mnie wszyscy , ale zbytnio się nie przejmowałam . Po chwili staliśmy na światłach . Długo to trwało więc Marcel dołączyła się do moich dzikich tańców . Po paru minutach ruszyliśmy . Do mojej głowy wbił się genialny pomysł . Włączyłam płytę metalu . Słuchał go mój tata , a ja po nim . Krzyknęłam na cały głos ,, Ave Szatan ! ,, i zaczęłam się z tego śmiać . Dziwnie się patrzyły na mnie zakonnice , ale miałam to gdzieś głęboko . Przeszłam na tylne siedzenia i zaczęłam machać do przypadkowych osób . Cieszyłam się jak małe dziecko gdy mi pomachali . Nagle zobaczyłam przerażający widok . Do moich oczów zaczęły napływać łzy . Każda po kolei spływała mi po policzku . Schowałam się za siedzeniami i ciężko oddychałam . Nie chciałam tego . Chciałam aby to był tylko zły sen . Koszmar ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz